Maryla Rodowicz w rozmowie z Kubą Wojewódzkim i Piotrem Kędzierskim opowiedziała historię swojej współpracy z Matą i Quebonafide — historii, która zaczęła się od milczenia, niezręcznego spotkania i kompletnie niespodziewanego finału.
To opowieść o zderzeniu pokoleń, stylów i temperamentów, ale także o emocjach, o których gwiazda dotąd publicznie nie mówiła.
Wiadomość do Maty i pół roku ciszy
Rodowicz ujawniła, że to ona jako pierwsza wysłała do Maty wiadomość:
— „Chcę się z tobą spotkać”.
Prosta deklaracja, po której zapadła cisza.
Spotkanie przyszło dopiero po pół roku, które sama Maryla określiła jako okres „zwodzenia”.
Dla artystki z jej pozycją — zaskoczenie.
Dla współczesnej sceny — standardowy chaos komunikacyjny.
Kort tenisowy zamiast studia. „Mata się nie odezwał ani słowem”
Kiedy wreszcie doszło do tego wyczekiwanego spotkania, nikt nie mógł przewidzieć, co się wydarzy.
Zamiast rozmowy o muzyce w studio, Maryla została zaproszona na kort tenisowy.
Tam właśnie zobaczyła dwóch najbardziej wpływowych raperów młodego pokolenia w naturalnym środowisku:
- Mata milczał. Jak mówiła: „nie odezwał się ani słowem, tylko chodziła mu głowa”.
- Quebonafide mówił dużo, ale nadal — żadnych ustaleń.
- Jedynym finałem było rozegranie meczu.
— „Nic z tego nie wyszło. Poza tym, że zagraliśmy razem w tenisa.”
Dziwny początek, nawet jak na polski show-biznes.
A jednak coś ich połączyło. I wtedy wydarzyła się emocja, której Maryla się nie spodziewała
Choć pierwsze spotkanie było pełne nieporozumień i dystansu, współpraca zaczęła się rozwijać przy pracy nad muzyką.
To właśnie wtedy Maryla zaczęła rozumieć sens twórczości Maty.
Powiedziała o nim:
„Możecie się oburzyć, ale Mata to jest poeta.”
Największe zaskoczenie przyszło jednak podczas jednego ze wspólnych występów.
Maryla miała łzy w oczach
Rodowicz — artystka, która widziała w życiu dziesiątki ogromnych scen i setki tysięcy widzów — przyznała, że energia młodej publiczności i moc, z jaką fanbase Maty reagował na ich wspólny numer, poruszyła ją do tego stopnia, że miała łzy w oczach.
Nie był to smutek ani presja.
To było czyste wzruszenie: zetknięcie dwóch światów, które teoretycznie nie powinny się spotkać, a jednak stworzyły coś prawdziwego.
Most między pokoleniami
Historia Maryli i Maty to nie jest zwykła branżowa anegdota.
To przykład tego, że:
- muzyka potrafi łączyć odległe generacje,
- „klasyka” i „hip-hop” mogą współistnieć bez ironii,
- a emocje — nawet u doświadczonych artystów — wciąż mogą być szczere.
Maryla zaczęła tę współpracę od półrocznego oczekiwania i tenisowej konsternacji, a zakończyła ją momentem tak silnym, że nie ukrywała wzruszenia na scenie.












Leave a Reply